Pokazywanie postów oznaczonych etykietą handmade. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą handmade. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 stycznia 2016

DIY - Krosno do tworzenia bransoletek metodą makramy i bead wavingu


        Dzisiaj mam dla Was patent na to, jak zrobić sobie samemu krosno do wyplatania bransoletek, ale nie tylko! Można wypleść też breloki, opaski do włosów, paski na talię i cokolwiek tylko wpadnie wam do głowy:-)



          W sklepach ceny drewnianego krosna do robienia bransoletek wahają się od 45-70zł. Po co wydawać na nie pieniądze, skoro można zrobić je bardzo prosto i łatwo swoimi własnymi rękoma? Wystarczy odrobina pomysłowości i podstawowych narzędzi, które zwykle mamy wszyscy w domu. Zaoszczędzoną w ten sposób sumkę o wiele przyjemniej będzie wydać np. na koraliki czy rzemyki do naszej wymarzonej bransoletki! Te z Was, które mają do czynienia z koralikowaniem zapewne doskonale wiedzą, jak łatwo wpaść w wir koralikowego zawrotu głowy! Tutaj turkusowe, tam pięknie mieniące się złote, tu podłużne, tam matowe, o i jeszcze te kwadratowe! Muszę mieć je wszystkie! Zanim się obejrzysz w Twoim koszyku nazbiera się tych maleństw na niemałą sumkę;-) Także grosz do grosza, a będzie za co je kupować. Bierzemy się do roboty!

Zrobienie takiego krosna nie jest czymś trudnym. Wystarczy, że przygotujesz:

* deseczkę o długości ok. 30cm i szerokości minimum 6cm
* 5 nagwintowanych haków najlepiej tej samej wielkości
* 2 długie śruby z szerokim łebkiem, najlepiej o szerokości waszej deseczki
* 4 nakrętki pasujące do waszych śrub
* 1 gwóźdź z szerokim łebkiem
* opcjonalnie: klejącą taśmę ozdobną




       Jeśli deseczka jest szorstka i nie oszlifowana należy ją przetrzeć papierem ściernym, aby uniknąć wbijania drzazg. Następnie zmierz jakiej długośći bransoletka Ci odpowiada i zaznacz na deseczce miejsce wbicia haków, zostawiając z jednej strony deseczki więcej miejsca na gwoźdź, który posłuży nam za miejsce zaczepienia jednego końca bransoletki, będziemy na nim wiązać końce rzemieni.



Wkręcamy 4 haki przytrzymujące śruby. Nakładamy na śrubę nakrętkę (przesuwamy ją do samego końca, łebka), przez łuki haków przekładamy śrubę wraz z nałożoną nakrętką i zamykamy kolejną nakrętką, aby unieruchomić całą konstrukcję. Analogicznie postępujemy z kolejną parą haków.

Został nam do wkręcenia jeszcze jeden hak. Wkręcamy go jak najbliżej umocowanej wcześniej śruby (może jej nawet dotykać), mniej więcej po środku odległości między zamocowanymi wcześniej hakami. Będzie to miejsce gdzie zaczepimy początek naszej robótki, czyli zapięcie (u mnie jest to guzik).

Teraz pozostaje nam przybić gwoździa. Robimy do w takiej odległości od śruby (u mnie 3cm), aby rzemień który o niego zaczepimy starczył nam na zrobienie supełka i pętelki (guzik zapina się o tą właśnie pętelkę). Po wbiciu go, zaginamy go lekko młotkiem, aby rzemienie nam się z niego nie zsuwały.


      Krosno jest już gotowe, jednak jeśli zależy Wam na walorach estetycznych to możecie okleić je klejącą taśmą ozdobną. Będzie to nie tylko ciekawy kolorowy akcent, ale również dodatkowe zabezpieczenie przed drzazgami :-) GOTOWE!



       Mam nadzieję, że w miarę jasno wytłumaczyłam, ale w razie pytań piszcie śmiało. Samych udanych projektów życzę, a jeśli macie jakieś włąsnoręcznie zrobione bransoletki chętnie je pooglądam ;-)



środa, 21 października 2015

Pourlopowy słoneczny post!

Uszanowanko!
Witajcie, po półrocznej przerwie w postach, pora nadrobić! Chciałabym napisać, że przez te pół roku byłam taaaaka zapracowana, że nie miałam czasu pisać, ale... to nie prawda!:P Oprócz ciężkich wakacji, podczas których pracowałam 7dni w tygodniu to... prawda jest taka, że się nie przepracowywałam za bardzo:-) Co nie oznacza, że nowe handmade nie powstawały! Co to, to nie, o czym przekonacie się w przyszłych wpisach.
A póki co, pochwalę się październikową wyprawą, więc zamieszczam małą fotorelację z wakacji na Cyprze. Ja i mój M zgodnie orzekliśmy, że tydzień w promieniach słońca to dla nas za mało na naładowanie życiowych baterii zwłaszcza, że polska pogoda nie rozpieszczała za bardzo, więc rzuciliśmy się w wir 15-dniowej przygody!
Jako, że nie śpimy na pieniądzach, ani w naszych ogródkach nie odkryto złóż ropy, to aby zaoszczędzić (Ba! Żeby w ogóle było nas stać na ten wyjazd) postanowiliśmy, że idziemy na żywioł i będziemy spać w namiocie, na dziko. Z przeczytanych wcześniej przewodników, dowiedzieliśmy się, że należy uważać na węże, których ponoć jest na Cyprze sporo. Dzięki autorom, za te słowa przestrogi! Podczas pierwszych nocy nie zmróżyłam oka w namiocie, aż do świtu, a każdy szmer przechodził przez sito mojej wyobraźni, aby ujawnić się jako złowieszcze syczenie jakiegoś megawężomonstrum! Moje nocne czuwanie natomiast, zupełnie nie przeszkadzało M śnić smacznie i pochrapywać radośnie obok mnie. Na nic się zdały moje nasłuchiwania i wpatrywania się w ciemną otchłań. Jedynymi wężami jakie spotkaliśmy na Cyprze były te czarne, grube, doprowadzające wodę na pola uprawne:-)

                                                                                    PÓŁWYSEP AKAMAS

Na zdjęciach poniżej, nasza pierwsza noc w namiocie w miejscowości Protaras, niedaleko Fig Tree Bay. Polecam wszystkim takie noclegi! Znaleźliśmy oddalone od zabudowań, niewielkie wzgórze z przytulnymi krzaczkami, których z resztą tam nie brakuje. Na Cyprze na prawdę nie ma się co obawiać policji i innych mundurowych, bo ich tam po prostu... nie widać. Przez 15 dni radiowóz widziałam może 3 razy, zatem mandatu za bardzo się nie obawialiśmy, za to węże i inne pełzaki, były mimo wszystko ciągle obecne w mojej głowie :-) Noce były ciepłe, a księżyc w pełni, oświetlał nam przestrzeń tak, że nie potrzebowaliśmy latarki by rozbić namiot- tak, rozkładaliśmy go po zmroku ;-P

Wino na odwagę i spać!

Nasze obozowisko w Protaras

 Śniadanie nad morzem i obozowisko w tle (tam gdzie srebrne auto) w Paralimni


Nurkowanie wśród skał było naszym zdecydowanie najbardziej ulubionym zajęciem (oczywiście zaraz po objadaniu się świeżymi rybami i owocami morza). Małe kolorowe rybki były spoko, ale jakieś niezidentyfikowane morskie stworzonko poczęstowało mnie swoimi parzydełkami i w wyniku tego czerwonymi, swędzącymi bąblami na du... tyłku.


Najciekawsze podwodne widoki są w Ayia Napa


 Nazwałaś mnie mięczakiem? Pacz jaka łapa!

 Pifko z widokiem na port w mieście Famagusta

 <3

Jak podczas każdej przygody na dziko, działy się też rzeczy niezaplanowane i to niekoniecznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Zaliczyliśmy m.in. noc w szpitalu, ponieważ mojego M pokręciło i to dosłownie! Uważajcie na klimatyzacje i przeciągi - serio, bo może się to skończyć serią zastrzyków w cztery litery i zażywaniem valium, aby w ogóle móc zrobić krok. Tak oto, wraz z utratą wyprostowanej postawy biednego M, straciliśmy też opcję spania dalej w namiocie na rzecz tanich hoteli. Nie żebym się z tego powodu bardzo zmartwiła (w końcu wygodne łóżko <3). 
Podczas tych dwóch tygodni zjechaliśmy cały Cypr dookoła i jesteśmy z siebie dumni ;-)

 Nissi Beach w Ayia Napa

 Dzisiaj tylko jednego drinka, obiecuję! ;-)

Rękodzieło jest wszędzie! Zwłaszcza po tureckiej stronie wyspy mogliśmy podziwiać piękne mozaiki, klejone kawałek po kawałeczku z ceramicznych, kolorowych okruszków, dywany tkane na krośnie, torebki i zwiewne bluzki szyte ze świetnej jakości materiałów. Najdłużej jednak delektowałam się niesamowitymi zapachami mydeł domowej roboty, które były w niezliczonej liczbie kombinacji aromatowych. Były mydła lawendowe, pomarańczowe z rozmarynem, z wanilią, z oliwkami, z jaśminem, arganem, z gąbką morską i wiele innych! Oczywiście postanowiłam sobie, że w domu też postaram się zrobić takie cuda, ale czy mi się uda? :-)


 Turecki targ w Nikozji


 

Na koniec zachód słońca nad Morzem Śródziemnym


piątek, 10 kwietnia 2015

Bohothica na Jarmarku Wielkanocnym

Dzieeeń dobry! Słoneczny, wiosenny dzień za oknem, a ja zebrałam się w sobie żeby w końcu zmontować świeżutkiego posta :-) A działo się troszkę... W Niedzielę Palmową wraz ze swoimi skrzydlatymi kolczykami i nie tylko, gościłam na jarmarku Wielkanocnym w Faktorii Handlowej w Pruszczu Gdańskim. Nie zabrakło również zaprzyjaźnionych hendmejderek: Anety z Walizki Życzeń ze swoimi uroczymi przytulankami i Emilii z Soutache Em, która jest autorką pięknej biżuterii soutache. Wśród kolorowych wydmuszek, wiosennych wianuszków i zakręconych kurczaków, swój kącik zajęły też moje wyroby. Do tej pory na blogu, biżuterię można było zobaczyć jedynie w postaci kolczyków, ale przed jarmarkiem praca ruszyła pełną parą, aby urozmaicić nieco swoje zasoby :-) Powstały wisiory z kryształów górskich (kwarcu) przypominające sople lodu, ale też z kwarcu tytanowego, mieniące się kolorami tęczy. Utrzymane w stylistyce hippie naszyjniki z koralików toho, oraz z bawełnianych sznurków. Wyraźniejsze zdjęcia pojedyńczych nowinek pojawią się w oddzielnych postach :-)


 


 

środa, 11 marca 2015

Nowe pierzaste cudeńka

Yupi! W końcu doczekałam się dostawy nowych piórek! Teraz mam do dyspozycji długie, krótkie, w kropki, w prążki, kolorowe i stonowane, po prostu raj ;-) Od razu wzięłam się do dzieła!


       1.       Kolczyki Pocahontas
Kolczyki z elementami w kolorze miedzi i piórkami brązowymi, czarnymi i białymi. Nadają ciekawy efekt wyłaniając się spod włosów. Całkowita długość - 21cm.





       2.       Kolczyki Szamanki

    Kolczyki z elementami w kolorze antycznego złota. Długie, rudo-czarne kogucie pióra. Całkowita długość - 21cm.
Użyty kamień to turkus, nazywany "kamieniem - zwycięzcą" - we wszystkich epokach był wybierany jako pełen energii talizman. 
Kamieniowi temu przypisuje się nadzwyczaj szczęśliwe właściwości. Turkusy zwane są również "kamieniami niebios", a ich przeznaczeniem miało być wprowadzanie zgody: pojednania wrogów i kończenia sporów, a także wyciszanie gniewu i ochrona od niego. Zapewnia noszącej go osobie jasny, zrównoważony umysł w wyniku czego potrafi precyzyjnie formułować myśli i zrozumiale się wypowiadać. Sprzyja zachowaniu pogody ducha, dodaje optymizmu i sił witalnych.






czwartek, 19 lutego 2015

Ogniste języki

Nowe kolczyki powstają i powstawać będą!:-) Tym razem tylko jedna para jest pierzasta i jako prezent znalazła już właścicielkę. Pozostałe pary wykonane są z paciorków drewnianych i koralików toho.

1. Ogniste języki

     Kolczyki z kogucimi piórami i elementami w kolorze miedzi. Całkowita długość kolczyków – 15cm.
Użyty kamień to turkusowy howlit, który obdarza dom licznymi profitami. Sprawia, że wartość naszego majątku wzrośnie i zrobimy najlepsze interesy, kupując coś lub sprzedając. W pracy przyśpieszy znaczny sukces. Jest to kamień chroniący i wzmacniający ludzi młodych przeżywających konflikt ze starszym pokoleniem. Turkusowy howlit pomaga przypomnieć sobie sny i zrozumieć ich przekaz.






2. Indiańskie paciorki

Kolczyki z elementami w kolorze miedzi i drewnianymi paciorkami na żyłce jubilerskiej. Użyty kamień to czarny onyks. Całkowita długość kolczyków – 12 cm

Czarny Onyks nazywany jest „kamieniem wewnętrznej siły”, gdyż jego energia wzmacnia wytrzymałość i odporność przy wykonywaniu trudnych, złożonych zadań czy projektów. Pogłębia poczucie kontroli nad swoim życiem, obdarza takimi cechami jak: determinacja, wytrwałość, odwaga i stanowczość. Przynosi równowagę ciału, umysłowi i zapewnia moc psychiczną. Ochrania przed negatywną energią, psychicznymi atakami i niekorzystnymi wpływami.




3. Aztecki turkus

Kolczyki z elementami w kolorze srebra, koralikami toho turkusowymi i czarnymi, które opalizują różnymi kolorami, na dole srebrne listki. Długość całkowita kolczyków – 13 cm.